Rajd do fabryki Air Creation
Dzień pierwszy rajdu (1 czerwiec)
Cała ekipa doleciała już do Krzywiny, najdalej miał Andrzej z Krzyśkiem, którzy lecieli z Chojnic. Pogoda była rano fajna, front ciepły, który tutaj szedł nie był zbyt aktywny. Chmury były wypiętrzone, ale z bardzo niewielkim opadem, więc dolot przebiegł bez komplikacji.
Po prawdziwej uczcie , którą przygotowali dla nas Ewelina z Tadkiem (bardzo dziękujemy za gościnę ☺) wystartowaliśmy do kolejnego punktu na trasie. Start był o zaplanowanym czasie czyli o godzinie 17:00 (mieliśmy złożony plan lotu na przelot przez granicę). Przy odlocie pożegnała nas naprawdę spora ilość ludzi wraz z reporterami z TV.
Po trasie mieliśmy bardzo dobrą pogodę mimo, że wiało mocno w twarz. Odcinek 168 km pokonaliśmy w 2 h. Momentami kiedy przeskakiwaliśmy wzniesienia wiatr odejmował 50 km na godzinę. W okolicach Pardubic i na północ od naszej trasy stały wypiętrzone chmury burzowe, które musieliśmy cały czas omijać.
Dolecieliśmy ok. 19 czasu lokalnego do Nymburka, gdzie przywitał nas Zbynek, czeski przedstawiciela Air Creation. Po krótkim odpoczynku, rozbiliśmy namioty oraz zakotwiczyliśmy sprzęty. Przed zachodem słońca przyszła jeszcze burza z silnymi podmuchami, ale na szczęście wszystkie motolotnie były schowane za hangarem. Cała ekipa szybko poszła spać, a noc zapowiadała się mokra i deszczowa.
Jutro czeka nas przelot do Niemiec, start zaplanowany na 8:00,ale już widzimy , że (ze względu na pogodę) czeka nas lekka modyfikacja planu trasy.
Drugi dzień rajdu (2 czerwiec)
Rano nas trochę opóźnił deszcz i przesunęliśmy godzinę startu z 8:00 na godzinę 9:00. Wieje nam cały czas trochę niekorzystnie to znaczy w sumie cały czas lecimy pod silny wiatr 😉 Lecimy z Nymburku do Touzim, potem dalej do Herzogenaurach, gdzie zjedliśmy obiad i dalej czekamy bo leje i chodzą burze .Dzisiejszy odcinek spod Pragi w poprzek przez całe Niemcy zakończyliśmy w Alzacji we Francji. Niestety nie udało nam się dolecieć do Belfort gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg, ale ze względu na silny czołowy wiatr rzędu 30-40 km/h nasza prędkość podróżna jest mocno redukowana. Ale za to widokowo… mieliśmy przepiękny przelot między chmurkami, gdzie udało nam się zrobić wiele zdjęć w formacji.
Nasza trasa pokrywała się z linią frontu chłodnego, który musieliśmy przeczekać w okolicach Norymbergi. W locie za mocno nie zmokliśmy ale o poranku pakowaliśmy namioty i cały sprzęt obozowy w ulewnym deszczu więc dzisiejszą noc śpimy w mokrych namiotach. Na szczęście już nie są zapowiadane opady… przynajmniej do jutrzejszego poranka.
Podsumowując, dzisiejszy dzień był mocno wymagający jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, pogoda jest kapryśna, front goni front, wszędzie pasy burz, wielokrotnie modyfikowałem trasę i w locie ustalałem zapasowe lotniska, liczę , że jutrzejszy dzień przyniesie pozytywne zmiany.
Podsumowując 2 dzień rajdu: 583 km
Czas lotu: ok. 6:20
Dzień trzeci rajdu (3 czerwiec – do południa)
Rano byliśmy gotowi do startu już o 6:00. Na wschodnim skraju lądowiska, nad lasem stała gęsta mgła . Mglista ściana wypełniała bardzo dokładnie całą dolinę, po zachodniej stronie lotniska, na jego skraju widać było już błękit, gdzieniegdzie przesłonięty niskim stratusem.
Zrobiłem oblot pogody, żeby zobaczyć z wyższej perspektywy to zamglenie, po upewnieniu się, że pogoda jest ok., pojąłem decyzję, że starujemy i lecimy dalej.
Pas miał tylko 280 m więc piloci z dwuosobowych załóg wystartowali solo, aby w krótkim locie osuszyć skrzydła, przez noc wszystko przeszło wilgocią na wskroś, mimo braku opadów, ale poszycie wyglądało jak po intensywnym deszczu. Załadowane i zatankowane motolotnie z mokrym skrzydłem i w bezwietrznych warunkach miały rozbieg po 250 m!!
Lecąc do Belfort podziwialiśmy malownicze widoki wzdłuż masywu Wogezow. Z zalesionych gór wychodziły w dolinach kałuże mgły . Najwyższe szyty miały ok 4000 ft. Lecieliśmy dolinkami klucząc pomiędzy szczytami, tylko czasami wznosząc się powyżej. To był do tej pory najpiękniejszy odcinek. W powietrzu absolutny spokój , także trasa 160 km pokonana w ok. 1:45 w totalnym maśle. Po lądowaniu czekając aż Szymon dojedzie z paliwem poszliśmy na śniadanie do najbliższej piekarni. Dopiero co wyjęli z pieca ciepłe bułki z serem, posileni i zatankowani lecimy dalej do Tournus powyżej Lyonu. Po starcie przelecieliśmy nad zabytkowym Belfort.
Od rana musiałem zmieniać plany i obdzwaniać lotniska, bo te trawiaste, które były przewidziane do lądowania zostały zamknięte z powodu intensywnych opadów deszczu.
Aktualnie lecimy doliną, jest pełne pokrycie ale warunki bardzo dobre. Wiatr cały czas wieje w czoło ok. 20 km/h. Cel już blisko, a widoki coraz piękniejsze.
Dzień trzeci rajdu (3 czerwiec –druga połowa dnia)
Lądowanie w Tournus było w strugach deszczu, ale za to przy dobrej widzialności . Było chwilę przed godziną 13 więc przemoczeni, udaliśmy się pieszo do pobliskiej restauracji. Zajęliśmy się pysznym lunchem, opowieściami z trasy i planami na kolejne dni, a w tym czasie deszcz przestał padać . Zatankowaliśmy do pełna i po przygotowaniach ruszyliśmy w dalszą drogę do Aubenas.
Początkowo lecieliśmy w zachmurzeniu i w końcu z wiatrem delikatnie w ogon. Od trawersu Lyonu wyszło pierwszy raz słońce, które zaczęło suszyć nasze przemoczone kombinezony, wiatr też był bardziej korzystny . Jednak ta radość nie trwała zbyt długo, bo już chwilę po minięciu Lyonu doliną Rodanu, wiatr obrócił się o 180 stopni i znów ujmował 30-40 km/h.
Poczuliśmy skokowy wzrost temperatury powietrza
Czwarty dzień rajdu (4 czerwiec)
Od rana lało , przechodził chłodny front z intensywnymi burzami.
Po śniadaniu w hotelu pojechaliśmy na lotnisko. Pokręciliśmy się trochę po okolicy by na 13 zajechać na lunch z chłopakami z Air Creation. Poprzedniego wieczoru przy grillu spędziliśmy długie godziny z naszymi francuskimi przyjacielami, więc czas do południa wykorzystaliśmy na totalny relaks .Hotel opuściliśmy bo planowaliśmy wieczorem przeskoczyć do Gap. Po południu zrobiła się piękna pogoda w Ardèche ale opady przemieściły się w stronę Alp . Po zwiedzaniu fabryki, polataliśmy po okolicy odwiedzając najciekawsze atrakcje turystyczne, oczywiście górą ☺ .
Eksplorowaliśmy skaliste doliny lokalnych rzek, liczne malownicze miejscowości ,pont arc i górę Tanarg.
W połowie popołudniowych lotów zlądowaliśmy na szutrowym lądowisku w Ruoms położonym w zakolu rzeki .
Po lotach przygotowaliśmy motolotnie na jutro rano. Briefing zaplanowany jest na 5:00, a wylot planowany jest na godzinę 6:30.
Jeśli pogoda pozwoli zmierzymy się z Alpami – najwyższymi przeszkodami na naszej trasie.
Przed snem część z nas wybrała się na spacer po zabytkowym miasteczku, chłonąc atmosferę i delektując się ciepłym wieczorem.
Piąty dzień rajdu (5 czerwiec)
3 i 4 odcinek naszej dzisiejszej trasy
Po przeleceniu Alp zlądowaliśmy we Włoszech na pierwszym z brzegu lądowisku dosłownie na chwilę, żeby odpocząć. Później na drugim, które było 70 km dalej, spędziliśmy prawie 4 h, odpoczywając, jedząc, śpiąc, i czekając Az bardzo silny wiatr wreszcie ustąpi. W tym czasie rozbudowywały się chmury burzowe i dopiero o godzinie 17 wystartowaliśmy, żeby dolecieć w okolice Wenecji, teraz jesteśmy ok.30 km na południe od Wenecji na lądowisku typowo motolotniowym , przywitał nas instruktor motolotniowy który zarządza całym lądowiskiem i prowadzi szkołę latania. Na koniec dnia polecieliśmy z Szymonem i z Wojtkiem zobaczyć Wenecję od strony morza. Trochę mocno dzisiaj wiało w twarz, ale ogólnie wiaterek nam dziś sprzyjał, bo więcej nam dodawał niż ujmował, to był chyba najbardziej lotny dzień, wiele kilometrów dzisiaj pokonaliśmy w 5 odcinkach.
Lecieliśmy dzisiaj między burzami, kilka razy oberwaliśmy mocniejszym deszczem lecąc płaską doliną rzeki, która płynie przez północne Włochy, po lewej było widać Alpy a po prawej Apeniny.
Jest tutaj bardzo dużo CTR-ów i stref gdzie jest wymagany transponder, więc lecimy, przestrajamy się, dużo planów lotów do złożenia, do zamknięcia, jest co robić w powietrzu, nudy nie ma ;). Dziś przeskoczyliśmy z Francji do Włoch, jutro znów kolejne 3 kraje przelecimy. Z Włoch przez Słowenię i dalej na Węgry, gdzie chcemy zostać na noc. Start jest przewidziany na 7:00.
Szósty dzień rajdu (6 czerwiec)
Dolecieliśmy do Słowenii do Postojnej, to pierwszy odcinek dzisiejszego dnia . Trasa Wenecja-Postojna zajęła nam 2:15, ok. 190 km, piękna pogoda po trasie nas rozpieszczała, teraz przerwa ok. 3h na jedzenie tankowanie itd. Czekamy aż termika trochę opadnie, żeby przeskoczyć góry.
Na ten moment od wylotu z Gostkowa : 2711 km w czasie 28 :11 h
1 dzień 467 km
2 dzień 584 km
3 dzień 603 km
4 dzień 220 km (dzień relaksu ;))
5 dzień 837 km
Średnio dziennie wychodzi ok. 6 h lotu
Po południu lecimy dalej przez Węgry na Słowację w okolice Bratysławy, mamy ok. 350 km do przelecenia w tym odcinku. Jutro spod Bratysławy prosto do Krzywiny i stamtąd planowany jest rozlot na poszczególne lądowiska.
Po krótkiej przerwie w Murskiej Sobocie (na północy Słowenii) czeka nas ostatni lot tego dnia do Fertőszentmiklós na Węgrzech, kawałek na wschód od Wiednia. Mamy do pokonania 128 km i musimy zdążyć na ok. 20 bo mamy zarezerwowany stolik w lotniskowej restauracji. To ostatni wieczór tego wylotu , który spędzimy razem. Przy sznyclu po wiedeńsku i palince podsumowujemy kończący się wylot i snujemy planu na następny rok. Na przeciwko restauracji kotwiczymy motolotnie i w świetle latarek rozbijamy namioty, kotwiczymy i tankujemy motolotnie. Rano wylot planowany jest na 7:00.
Siódmy dzień rajdu (7 czerwiec)
W sobotę startujemy punktualnie o 7:00. W planach jest lot bezpośrednio do Krzywniy w Polsce. odcinek liczy 370 km. Ten dystans jest na granicy zasięgu naszych motolotni. Załadowane do maksymalnej masy startowej palą więcej i wznoszą się wolniej, a dodatkowo do przeskoczenia są góry i spodziewamy się opadu. Prognozy pokazują wiatr w ogon około 30 km/h na wysokości 5000 stóp, dołem jest lekko czołowo boczny. Niestety kontrolerzy z Bratysławy nie zezwalają na przelot rozległego TMA na tej wysokości więc czas lotu się wydłuża i w jednym locie nie pokonamy tego dystansu. Przelatujemy 253 km nad Węgrami, Słowacją i lądujemy w Czechach na lotnisku zapasowym (dla naszego planu lotu) w Olomouc. Szybkie śniadanie w lotniskowym barze, dotankowanie i pędzimy dalej do Polski. Na popołudnie przewidziane jest przejście frontu chłodnego i intensywne opady na linii od Poznania po Kraków przemieszczające się w kierunku północno wschodnim czyli dokładnie w tym samym kierunku co my.
W Krzywinie witają nas rodziny i znajomi Mariusza i Tadeusza. Po szybkim lunchu żegnamy się i każdy rusza w swoją stronę. Nadchodzące chmury burzowe przynoszą porywisty wiatr który skróci czas dolotu do domu. I tak dystans 300 km pokonuje w 2 godziny zamiast 3 uciekając przed opadem, który w okolicach Ostrowa w końcu mnie dopada. Wiatr który cieszył w przelocie sprawi jeszcze trochę trudności w trakcie lądowania bo wieje dokładnie w poprzek pasa. Po dolocie do domu wypisuje książkę lotów a w tym czasie spływają wiadomości, że koledzy szczęśliwie dolecieli do swoich macierzystych lotnisk i lądowisk. W trakcie wylotu przeleciałem 3825 km w czasie 37:30, a Krzysiek z Andrzejem przekroczyli 4000 km.























